czwartek, 6 sierpnia 2015

Cierpienie zmienia ludzi.

To takie dziwne uczucie, mieć pewność własnego nieszczęścia.  Z czasem staje się to zwyczajną rzeczą, ale kiedyś to nie było takie intensywne, jak obecnie. Zawsze pojawi się iskierka nadziei, ale często z niej drwię, nie potrafiąc w nią wierzyć. Często drwię z siebie. To też stało się oczywiste i zwyczajne, wobec mnie. Stając się kimś innym, rozdzieram siebie na pół.
  Do wielu rzeczy można się przyzwyczaić, nawet do bólu. Może do niego nie o tyle, że przyzwyczaić, ale sprawić, że bierze się jakby pewne "znieczulenie", umożliwiające mniejsze jego odczucia. Z czasem cierpienie na stałe włącza się do naszego życia i znieczulenia zaczynają już nie pomagać.
 Codzienne:
-Dzień Dobry! Cierpienie, już myślałam, że Cię nie zobaczę dzisiaj. Wchodź, zaczynajmy, miejmy to z głowy.- Rutyna, od dziś nazywa się cierpienie.
  Oto kolejna warstwa tzw "maski". Staramy się udowodnić przed samym sobą, że wcale nie czujemy bólu. Nic dla nas nie znaczy. Wystarczy, że okłamujesz innych swoją postawą poza swoim ciemnym kątem. Po co okłamywać samego siebie? Chcemy być silni, staramy się właśnie w ten sposób udowodnić sobie, że jesteśmy wytrzymali na ból, stwarzamy aluzje dla samych siebie, bo chcemy się po prostu zmienić.
  Ból w zależności od czynu jest dla nas czegoś końcem, każda nasza część umiera, kiedy on już puka do naszego serca. Wypieramy się pewnej prawdy, która brzmi: Cierpienie zmienia ludzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz