
Kolejny zwykły dzień.
Kolejny marsz myśli w twojej głowie starający się ci uświadomić, że nie jesteś nikim, ale ty wraz trwasz przy swojej opinii. Uważasz, że jesteś kolejnym nieudacznikiem, w którego tchnął życie Bóg, twierdzisz, że to życie będzie nie warte uwagi i przepadnie w otchłani piekła.
Masz wrażenie, że jesteś dla każdego bez wartościowa, niewidzialna, twoje poglądy nie są niczym uzasadnione, dlaczego więc tak sądzisz? Nie przyznasz się do tego, że wzięło to się znikąd, bo obawiasz się, że zostałabyś wyśmiana, a może są inne powody, których brzydzisz się nawet pomieścić w głowie? Ile razy jesteś poniżana czynami, dla wielu już stającym się przyzwyczajeniem, tak jak np. uścisk ręki tak dla nich jest utopienie ci twarzy w błocie, słowami- będącymi czasami dłuższym okresem wewnętrznego bólu, czy depresji.
Codziennie coś postanawiasz, coś co chce cię pokierować do zmian, zmian na lepsze. Obiecujesz sobie: "zrobię to". Kiedy stykasz się z sytuacją, dławisz się pewnością siebie. Nie potrafisz być sobą w zetknięciu z rzeczywistością, nie potrafisz jesteś za słabym człowiekiem. Tak myślisz.
Już kiedy mijasz próg szkoły, czy nawet wchodzisz to autobusu, czy chcesz czy nie, na twoje usta nasuwa się maska, maska zakrywająca twoje krwawiące wnętrze, nakładasz płaszcz, który nie pozwala krwi wydobyć się na zewnątrz, nieudolnie próbujesz się uwolnić, ale każdy krok w głąb rzeczywistości, staje się bardziej stanowczy. Nie potrafisz jej się sprzeciwisz, zdajesz sobie sprawę, że jest silniejsza, zdajesz sobie sprawę, że to ona może podeptać twoje dobre imię, ale po chwili stwierdzasz, że już całkowicie wbiła je w ziemie. Starasz się z niej wygrzebać, wyciągasz rękę do przechodniów, którzy patrzą na ciebie z pogardą, omijają szerokim łukiem.
Nagle przed twoimi oczyma staje mała dziewczynka, wyciągająca rękę w twoją stronę, nie jest zakażona tym całym brudem świata. Jeszcze wszystko widzi tak jak trzeba, jeszcze jest sobą, jeszcze nie doświadczyła odurzającej rzeczywistości prowadzącej do zachwiania jej myśli.
Czułaś ciepło bijące z jej małego serduszka, nagle zniknęła w tłumie ludzi, słyszałaś jej krzyk, nie potrafiłaś jej pomóc. Sama potrzebowałaś pomocy, ale widziałaś w niej siebie. Wciągnął ją wir rzeczywistości, nie pozostawiający po nikim zostawić szczypty tego co chcielibyśmy tak bardzo zatrzymać przy sobie.
Konałaś, konałaś w bólu i ciągnącym się cierpieniu. Oprócz śmiechów ludzi o mało cię niedepczących, zagłębiałaś się we własnym szlochu który starałaś się uspokoić. Nagle ta dziewczynka, wróciła, niby ta sama, a jednak w jej oczach było coś innego, płomień nienawiści, który się wzniecał. Naiwnie wyciągnęłaś rękę. Dziewczynka wrogo zmierzyła cię wrogo wzrokiem, po czym plunęła w twoją stronę.
Nie spodziewałaś się tego, twój płomień nadziei zgasł z jednym tchnieniem, zatonęłaś w morzu nienawiści i hierarchii nie trafnie stworzonej przez zachłanność ludzi zamożnych. To był wielki błąd segregować ludzi za papierek, jak bardzo jest pozłacany.